Chyba jednak kryzys pisania bloga trwa.
A może zamiast pisania powinnam jakoś inaczej to nazwać.
Wyrosłam z marudzenia, że tu mnie boli, a tu szczyka.
A ta to źle mnie oceniła ;-).
A on źle spojrzał.
W sumie to niewiele dowiadczam.
Nie prowadzę "typowo" dorosłego życia.
Nie mam obowiązków.
Mam dużo wolnego czasu (który zresztą marnuję).
Cele i plany, gdzieś tam z tyłu głowy mam.
Ale jakoś nie umieją się one przebić do życia tu i teraz.
Czy marudze nie.
A czy chciała bym coś w życiu zmienić - jak najbardziej.
Wiem, że wiele osób może pomyśleć,
"ale głupia, niech się cieszy tym spokojem i wolnym czasem"
Tyle tylko, że ja już bym chciała czegos innego.
Nie mam okreslonego co i jak.
Ale wiem, że jakiś czas temu stanełam i się nie rozwijam.
A podobno, jak się nie rozwijamy to się cofamy.
Ciekawe kiedy odbiję się od tego przysłowiowego DNA.
