Powoli ogarniam rzeczywistość.
Świat staną dla mnie na chwilę.
Choroba to nic miłego.
Pomimo, że lekarze mówili, że to kwestia miesięcy.
Człowiek nie chciał wierzyć,
Liczył, że to będzie ten niewielki ułamek,
który nie mieści się w statystykach.
Był to bardzo trudny rok przede wszystkim dla Rodzicielki.
Ale nie ma też co ukrywać dla NAS, czyli mnie i brata.
Ciągłe zmaganie się ze słabościami i ułomnością organizmu.
Jedynym pocieszeniem dla mnie, w które autentycznie wierzę,
To to, że już MAMIE jest lepiej.
Już nie cierpi i nie musi się zmagać z tym wszystkim
z czym musiała dawać sobie radę przez tak długi czas.
Ta myśl mi pozwala normalnie funkcjonować.
Choć i tak uważam, że zdecydowanie za wcześnie to się stało.