Skoro wywołujecie mnie do odpowiedzi co i jak to podzielę się z Wami tym co wiem ;-).
W kieliszku jest herbata z kwiatem (tylko nie pamietam jakim, ups, hahaha).
W herbaciarni można było kupić takie ala pastylki,
które były zarówno herbatą jak i rozkwitającym kwiatem.
Wyglądało to imponująco, jak pani wrzuciła pastylkę do wody.
A jeśli chodzi o parzenie.
To herbatę zielona zalewa sie najlepiej wodą o temperaturze 80-90 stopni Celcjusza.
Liści nie trzyma się w wodzie.
Na opakowaniach jest napisane parzyć od 3 do 5 min.
Ale to błąd.
Najlepiej herbata smakuje jak się wodę przeleje przez liście i tyle.
Kupiłam sobie sitko tam daje liście i zalewam
I za każdym razem herbata jest naprawdę dobra.
Chińczycy mówią, że można parzyć do 15 razy,
ale najsmaczniejsza jest przy 7 lub 8 parzeniu.
No i na sobie stwierdziłam, że takie przelewanie jest smaczniejsze niż trzymanie liści w wodzie.
Kiedyś przez przypadek nie wyciągnęłam sitka.
Gdy się zorientowałam wyciągnełam.
No i herbata miała gorycz, a fe.
A przy następnym zalaniu woda tej samej herbaty, było już ok.
Nie wiem czy jasno to wszystko opisałam, jak by co to pytajcie.
Choć jakąś ekspertką sie nie czuje ;-).
A n je jeszcze kawałek mieszkania,
Ostatnio nieco w nim pozmieniałam.
